Nazywam się Vanessa i mam 19 lat. Mieszkam w Los Angeles, z mamą, która wiecznie gdzieś wyjeżdża służbowo. Jestem brunetką z zielonymi oczami, włosy po mamie a oczy po tacie, którego nigdy nie widziałam na oczy. Charakter mam ciężki, dlatego też mam mało przyjaciół, prawie wcale. Nie wierzę w miłość, nie mam chłopaka. Jutro z samego rana wyjeżdzam do Barcelony, do taty bo moja mama musi zająć się swoją pracą. Traktuje mnie jakbym była jeszcze dzieckiem. Podobno jest on jakimś trenerem jakiegoś klubu, nie wiem bo zbytnio nie obchodzi mnie piłka nożna i te sprawy. Wielka mi filozofia kopnąć piłkę do bramki przeciwnika. Ja wolę modę, kosmetyki, to jest to!
* Następny dzień *
Wstałam rano, spojrzałam na zegarek. Pokazal mi 6:37, to u mnie standard. Jestem takim rannym ptaszkiem. Usiadłam na łóżku, wzięłam telefon i sprawdziłam Facebooka, Instagrama ale żadnych nowych powiadomień nie było więc odłożyłam go na półkę. Poszłam zrobić poranną toaletkę, byłam już spakowana. Przygotowana stanęłam przed szafą. Wybrałam to:
Do tego białe conversy. Włosy zostawiłam rozpuszczone.
Poszłam do salonu, pożegnać się z mamą.
Siedziała przed telewizorem i oglądała swój serial, jak zwykle. Usłyszała jak idę, bo od razu się odwróciła.
- Taka duża jesteś już i piękna. - powiedziała.
- Mamo, ale mi prawisz komplementy. - zarumieniłam się, to moja taka mała wada. Kiedy ktoś powie mi coś miłego, zaczynam sie rumienić.
- Wyjeżdzasz.. - posmutniała nagle.
- Nie smuć się, wrócę tu za 3 miesiące, dasz radę. - przytuliłam ją.
- Ty też dasz radę. - rzekła.
- Mamo, jak ja go rozpoznam? - zapytałam niepewnie.
- Pójdziesz na tą ulicę i zapukasz w drzwi, będzie dobrze. - odpowiedziała, taksówka zatrąbiła, czyli muszę już iść.
- Pożegnania są trudne. Pa mamo, kocham cię. - powiedziałam i przytuliłam ją ponownie. Samotna łza spłynęła po moim policzku, szybko ją otarłam. I wyszłam. Weszłam do taksówki, potem na lotnisko i przyleciał samolot. Bagaż wziął jakiś facet położył tam gdzieś, a ja zajęłam miejsce. Siedziałam obok mężczyzny, który chyba lubił Real Madryt, bo miał czapkę i bluzkę.
Założyłam słuchawki i odpłynęłam...
***
Jak Wam się podoba prolog? :)
Czekam na szczere opinie. ;-) Proszę o komentarz. (można z anonima!)
Tamto opowiadanie o Neyu i Cah będę pisać nadal. :)
.jpg)
Ciekawie się zapowiada:)
OdpowiedzUsuńCUDOWNY <3!
OdpowiedzUsuńCiekawie się zaczyna!
OdpowiedzUsuńjuz wiem,ze bede czytac zajebisty ;*
OdpowiedzUsuńSuper się zaczyna :)
OdpowiedzUsuńNo, no a tego o Cah jeszcze piszesz?
OdpowiedzUsuńTak :')
Usuńomnomnom ❤
OdpowiedzUsuńFajnie się zaczyna ♥
OdpowiedzUsuńJejku cudowny rozdział♡ tak jak mówiłam wczoraj dziś jak tylko mogłam to weszłam na twojego aska i bloga♡ Wszystkiego Najlepszego z okazji dnia Kobiet!♥♥♥
OdpowiedzUsuńŚwietnie! Zapraszam do mnie ! szczescie-tak-mam.blogspot.com
OdpowiedzUsuńŚwietny Nice ������
OdpowiedzUsuńPisz dalej to opowiadanie , jak się to czyta to si ciekawie robi...
OdpowiedzUsuń