piątek, 3 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ 8

Oderwaliśmy się od siebie i szybko wstaliśmy, bo usłyszeliśmy trzask drzwi, a następnie wchodzenie po schodach. Do mojego pokoju wparował mój tata, wyglądało to dziwnie bo Ney nie zdjął reki z moich bioder.
- Co tu robicie? - spytał.
- Nic. - odpowiedziałam.
Neymar zdjął swoją rękę z moich bioder i wyszedł z pokoju, w drzwiach zatrzymał go mój tata i coś tam powiedział. Usiadłam na łóżku i zaczęłam głaskać Foxa. Miałam zamiar powiedzieć ojcu, że jestem w związku z Neyem ale jako tako się nie udało.
- Dlaczego jesteś zły? - zapytałam.
- Kiedy zszedł Neymar, przegraliśmy mecz bo nie mieliśmy tak świetnego zawodnika. Tymczasem dowiaduje się, że ma tylko stłuczone kolano a wy się tu zabawiacie! - odpowiedział, a w ostatnim zdaniu podniósł głos.
- Wcale się nie zabawiamy. A teraz wyjdź, bo chcę iść spać. - powiedziałam a on się na mnie dziwnie spojrzał.
- Miłej nocy.
Nie odpowiedziałam, tylko zamruczałam pod nosem. Poszłam wziąć szybki prysznic, wzięłam z szafy piżame i zaczęłam bawić się z Foxem.

#Neymar:
Całowaliśmy się, gdy nagle usłyszeliśmy trzask drzwi. Szybko się od siebie oderwaliśmy, ale zapomiałem zdjąć reki z jej bioder. Po chwili wyszedłem z jej pokoju, ale trener zatrzymał mnie słowami:
Czekaj na dole, pogadamy.
Ja po drodze kiwnąłem głową. Zszedłem na dół i czekałem.
Po kilku minutach juz stał przy mnie.
- Musimy porozmawiać. - powiedział.
- Tak wiem. - rzekłem.
- Przegraliśmy ważny mecz.  A ty masz tylko stłuczone kolano! - podniósł lekko glos.
- Nie wiedziałem.. - przestraszyłem się. - To nie moja wina.
- Przecież cię nie obwiniam. - zaśmiał się. - Neymar?
- Tak trenerze?
- Czy ty i Vanessa jesteście razem? - zapytał, a ja nie wiedziałem czy mogę mu ufać. Po krótkim na myśle postanowiłem, że powiem prawde.
- Tak. - odpowiedziałem, a ojciec mojej księżniczki nagle spoważniał, ale za chwile uśmiechnął się.
- Cieszę się waszym szczęściem, tylko pamiętaj że jeśli zerwiecie to nie wywale cię z drużyny. A teraz leć do niej! - powiedział.
- Dziękuje trenerze! - krzyknąłem i poszedłem do mojej królewny. Miała światło zgaszone, więc chyba spała.

#Vanessa:
Próbowałam odpłynąć czekając na Neymara, ale nie mogłam. Bałam się reakcji mojego taty. Usłyszałam ciche kroki na schodach. Zgasiłam światło i razem z Foxem położyłam się do łóżka, psiak wszedł pod kołdrę. Postanowiłam udawać, że śpię. Do pokoju wszedł po cichutku Ney. Położył się przy mnie i musnął mój policzek. Zaśmiałam się pod nosem.
- Wiem, że nie śpisz. - szepnął mi do ucha.
- Jak ty mnie dobrze znasz. - odwróciłam się w jego stronę.
- Twój ojciec życzy nam szczęścia. - gdy to powiedział miałam ochotę skakać.
- Tak się cieszę. - powiedziałam.
- Ja też, nigdy nie miałem takiej świetnej dziewczyny, jaką jesteś ty. - rzekł nagle, zarumieniłam się.
- Ja nie miałam takiego chłopaka. Kocham cię Neymar. - odpowiedziałam i pocałowałam go.
Chwile się całowaliśmy, gdy Ney chciał juz iść ja powiedziałam:
- Zostań.
On tylko ściągnął koszulkę i spodnie, został w samych bokserkach i położył się przy mnie.
- Dobranoc księżniczko. - powiedział, obejmując mnie ramieniem.
- Dobranoc książę. - odpowiedziałam i zasnełam wtulona w niego.

×××
Witam po trochę długiej przerwie! :)
Mam nadzieje, że rozdział się podoba.

15 komentarzy - rozdział 9.

poniedziałek, 30 marca 2015

ROZDZIAŁ 7

- Neymar, ja kocham cię i tak, chcę być twoją dziewczyną. - powiedziałam i znów usiadłam przy nim. On podniósł się i usiadł na łóżku, spojrzał mi się prosto w oczy. Gapiliśmy się tak na siebie z kilka minut, gdy weszła do sali pielęgniarka.
- Pan Neymar? - zwróciła się do niego.
- Tak to ja, kiedy mogę wyjść?
- Myślę, że za chwilę dam wypis, bo ma tylko pan lekko stłuczone kolano, co nie jest groźne. - odpowiedziała mu, a Brazylijczyk lekko się uśmiechnął.
- Dziękuje, teraz tylko czekać. - powiedział i znów patrzyliśmy się sobie w oczy.
Mineło kilkanaście minut i Ney może już wyjść. Wstał i wziął swoje rzeczy, złapał mnie za rekę. Po drodze rozdał kilka autografów, no ale przecież wiadomo że to gwiazda. Wyszliśmy szczęśliwi w kierunku domu, mieliśmy zaledwie kilka kroków bo mój dom był nie daleko.

* Kilka minut później *
Przez całą drogę powrotną śmialiśmy się jak małe dzieci, skalaliśmy z radości. Było mi z nim cudownie, wcale nie żałuje że się zgodziłam. Staliśmy już pod domem, otworzyłam drzwi kluczem, nikogo nie było po za Foxem.
Psiak był taki radosny, że skoczył na Neymara i zaczął go lizać. Brunet zaczął go ganiać po całym domu, aż skończyło się na tym, że Fox położył się do mnie do pokoju. Szybko poszłam do mojego pokoju, ale zastałam tam tylko pieska, Neya nie było. Usiadłam na łóżku gdy nagle wyskoczył zza drwi uśmiechnięty Brazylijczyk.
- Idioto! Przestraszyłeś mnie, wiesz?
- O to mi chodziło. - powiedział i skoczył na łożko.
Tak skoczył, że się przewróciliśmy i on leżał na mnie.
Był dosyć cięzki.
- Zejdziesz ze mnie? - zrobiłam słodkie oczka i zapytałam.
- Zastanowię się, nawet mnie nie pocałowałaś... - odpowiedział lekko smutny.
- Bo nie zasłużyłeś. - powiedziałam zadowolona.
- To co mam zrobić?
- Po prostu bądź. - rzekłam i pocałowałam go namiętnie. On położył swoje ręce na moich biodrach, a ja bawiłam sie jego włosami. Odwzajemniał moje pocałunki, po chwili zmienił namiętny pocałunek w bardziej delikatniejszy i czuły.
Oderwaliśmy się od siebie i szybko wstaliśmy, bo usłyszeliśmy trzask drzwi...

×××
Chcieliście dzisiaj krotki, wiec proszę. :-)
Dziękuje Agacie, która pomaga mi w rozdziałach, oczywiście innym anonimom też. :)

Chciałabym, żeby skomentowała to każda osoba, która to przeczyta bo aktywność na blogu STRASZNIE spadła. :( 

sobota, 28 marca 2015

ROZDZIAŁ 6

Nie pamiętam nic z wczorajszego wieczoru. Wstałam szybko z łóżka, gdy nagle obudził się Ney i powiedział:
- Hej kochanie. - tym to mnie zdziwił. 
- Kochanie? - powtórzyłam.
- Tak, nie lubisz jak tak na ciebie mówię? Mogę inaczej, misia, kotek, jak chcesz. - rzekł i uśmiechnął się.
- Dlaczego tak mnie nazywasz? - spytałam.
- Jak to dlaczego, przecież jesteśmy parą. - rzekł.
Zamurowało mnie. Chyba coś do niego czułam, ale nie mogłam z nim być. Zaczęłam się ubierać.
- Ney, ja cię lubię, ale nie pamiętam nic z wczoraj. Przykro mi. -powiedziałam, ubrałam się i wyszłam. Udało mi się zauważyć na jego twarzy smutek. Nie wiem, co się działo wczoraj ale na pewno nie powiedziałam, że chcem z nim być. Ah! Byłam pijana...
Zraniłam jego uczucia, idiotka ze mnie. 
Poszłam do parku, przechodząc trochę płakałam. 
Usiadłam sobie na ławce i gapiłam się w telefon. Były 3 nieodebrane połączenia od Neymara, 2 od Veronici i jedno od taty. Weszłam na Instagrama, zobaczyłam zdjęcie które przed chwilą wstawił Neymar. Był to widok z naszego balkonu i opis 'Życie bez miłości, to nie życie. :('. Ja wiem o co chodziło, zraniłam go cholernie. Nagle przybiegł do mnie piesek. Wyglądał tak:

Przeuroczy szczeniaczek. Miał jakąś kartkę z tyłu obroży, wziełam ją do reki.
Pisało na niej 'Szukam domu, przygarniesz mnie?' łezka w oku mi się zakręciła. Zawsze chciałam mieć psa, ale moja mama ma uczulenie na sierść psów. Pomysłałam, że teraz jestem w Barcelonie i go wezme, oby tata nie był zły. Wzięłam go na ręce, był trochę brudny no ale co się dziwić. Po kilku minutach juz byłam w domu, weszłam cicho ale maluch cały czas lekko szczekał. Tata, siedzący na kanapie z Brazylijczykiem to usłyszał bo aż wstał i zaczął iść w moją stronę. Ja schowałam pieska w mój sweterek.
- Co tam chowasz? - spytał.
- Nic nic. - zaczęłam się denerwować, wyczuł to.
- Vanessa! - podniósł głos.
- No dobrze. Znalazłam psa... - pokazałam mu, a mój tata zrobił wielkie oczy.
- Jest słodki. Możesz go zatrzymać, ale wykap go. - powiedział a ja byłam taka szczęśliwa.
- Dziękuje! - krzyknęłam.
Poszłam z nim na gore, do łazienki żeby go wykąpać. Dopiero zauważyłam, że to chłopczyk. Jak go nazwać? Hmm.
- Fox! - lekko krzyknęłam, a on zaczął merdac ogonkiem. Po kąpieli wysuszyłam mu dokładnie futerko i poszłam z nim do mojego pokoju. Muszę kupić mu łóżko, bo na razie będzie spał w moim. Zaczęłam się z nim bawić, gdy ktoś wszedł mi do pokoju. Luis.
- Vanessa, dziś jest mecz, przyjdziesz? - zapytał.
- Tak, a co z Foxem? - odpowiedziałam pytaniem na pytapytaniunie.
- Fox? Kto to? - zaśmiałam się.
- Nazwałam tak psa.
- Aaa! Marcela przyjdzie i się nim zajmie. - powiedział.
Chwile jeszcze pogadaliśmy i nakazał mi się zacząć szykować. Tylko coś mi nie dawało spokoju, dwie rzeczy.. Kim jest ta Marcela? Czemu Neymar się do mnie nie odzywa?


* Kilka godzin później *
Mecz się rozpoczął. Barcelona gra z Celta Vigo. W drodze na Camp Nou, ja z Neyem nie rozmawialiśmy, nawet się na mnie nie spojrzał, żadnej reakcji.  Po kilku minutach już prowadzimy, strzelił Messi. Nagle w 14 minucie ostry faul na Neymarze. Brazylijczyk leży na murawie i przez dłuższą chwile nie reaguje. Atmosfera napięta, kibice już płaczą. W końcu kończy się na tym, że za Neya wchodzi Pedro a brunet jedzie do szpitala. Przeraziłam się, oczy same napływały mi do oczu. Oznajmiłam tacie, że pojade do szpitala.
Byłam w szpitalu, ludzie dziwnie się na mnie spojrzeli, może dlatego że miałam cały tusz do rzęs rozmazany. Nie przejmowałam się teraz moim wyglądem, ważne jest zdrowie Neymara! Weszłam na sale gdzie leżał Neymar. Usiadłam przy nim, był nieprzytomny. Złapałam go za rękę, była taka zimna.
- Neymar, proszę obudź się dla mnie, dla drużyny... Nie zostawiaj mnie proszę... Kocham Cię, jesteś dla mnie ważny.. Nie rób mi tego! - mowiłam przez łzy, miałam nadzieje że usłyszy.
Pocałowałam go w policzek i juz miałam wychodzić, gdy uslyszałam cichy szept.
- Kocham Cię. - szeptał zachrypniętym głosem.
- Ja... Ja ciebie też! - krzyknęłam zadowolona, a na jego twarzy zagościł uśmiech. Cieszyłam się, że powoedzialam mu co czułam.
- Van.. Tak się cieszę, że cie widzę. Jesteś aniołem? - zapytał.
- Nie Neymar, jestem wredną Vanessą która cię kocha. - odpowiedziałam.
- Chcesz być moją dziewczyną? - zadał pytanie.
- Neymar, ja...


××
Będę wredna i Wam w takim momencie przerwę! :')
Witam wszystkich po dłuugiej nieobecności. Daje Wam do przeczytania beznadziejny rozdział, ale to wasze zdania będę czytać. :)

15 komentarzy - rozdział 6

poniedziałek, 23 marca 2015

PYTANIE

#PYTANIE.


Czy chcecie na blogu muzykę? 
Jeśli tak, piszcie w komentarzach tytuły piosenek. :)
I na asku w pytaniach!

niedziela, 22 marca 2015

ROZDZIAŁ 5

Neymar rozmawiał z kimś przez telefon. Do końca jeszcze nie wyszłam, więc się cofnęłam do pokoju tak, żeby słyszeć. Wiem, że nie powinnam ale ta rozmowa bardzo mnie zainteresowała.


#Neymar:
Rozmawiałem z Leo, on zawsze mi doradził w trudnych chwilach a akurat taką mam, bo chyba poczułem coś do Vanessy. Nie chcę ryzykować i jej mówić, bo nie wiem czy ona czuje coś do mnie. Postanowiłem, że żeby się do niej zbliżyć, powinienem coś o niej wiedzieć więcej więc zapytam Veronici.
- To jak to z tobą jest? - pytał cały czas Argentyńczyk.
- Chyba się zakochałem w niej. Nie jest kolejną laską jak te wszystkie co miałem. - odpowiedziałem.
- A jak wygląda?
- Ma piękne zielone oczy i brązowe włosy. Jest naprawdę czarująca.
- Neymar, tego kwiatu jest pół światu. - powiedział.
- Ale ja chcę ją. - byłem lekko załamany, mogłem mieć każdą laske tak jak zwykle, jednak coś mnie ciągnęło do Van.
- Pogadamy dziś wieczorem, idziesz na imprezę? - zapytał.
- Nie mam z kim, ale dobra.
- Okej, do zobaczenia na treningu! - krzyknął, prawie słuch bym stracił.
Rozłączyłem się.

#Vanessa:
Czy on powiedział o mnie? Ja mam zielone oczy i brązowe włosy. Coś mi tu nie gra.. czy on coś do mnie czuje?! Wiele myśli przeszło mi przez głowę w tak krótkim czasie. Skończył rozmawiać, więc mogłam wejść normalnie juz na balkon. Nie powiem mu, że słyszałam jego rozmowę.
Weszłam na balkon.
- Hey. - powiedziałam, miałam wrażenie że jest na mnie zły za wczoraj.
- Cześć. - odpowiedział.
- Chciałam cię przeprosić.
- Za co? - zdziwił się.
- Za to, że wczoraj kazałam ci wypierdalać. - wytłumaczyłam.
- Nawet się nie gniewam. - uśmiechnął się. - Van?
- Tak?!
- Masz ochotę dziś wieczorem iść ze mną na imprezę?
- Jasne, ale najpierw trening potem zakupy i impreza, chyba dam rade. - rzekłam.
Chwilę jeszcze porozmawialiśmy i zaczęliśmy się zbierać na trening. Bylam już gotowa, więc zeszłam na dół i zjadłam śniadanie. Przywitałam się oczywiście z tatą, czuje, że już zaczynam zachowywać się jak jego córka.
Czekaliśmy na Neymara.

*Kilka minut później *
Jesteśmy juz na treningu, piłkarze poszli się przebrać. Tak bardzo się denerwuje co oni o mnie powiedzą. Do tej pory poznałam tylko Sergi Roberto który bardzo mi się spodobał, Munira i Pedro.  Po chwili grupa chłopaków zaczęła wychodzić na murawę. Dziwnie się na mnie spojrzeli, ale i byli zachwyceni.
- Witam głupków, to moja córka Vanessa. - przedstawił mnie tata.
- To ty masz córkę? - wypalił Alba.
Mój tata zmierzył go złowrogim wzrokiem a ten się tylko zaśmiał. Wszyscy mi się po kolei przedstawiali. Powiem szczerze, że byli nawet okej.
Następnie poszłam usiąść na trybuny dla VIPów. Widziałam, jak piłkarze trenowali. Kątem oka dało się zauważyć, że Neymar cały czas się na mnie gapił. Sama nie wiem, czy też coś do czuje. Jest kochany, troskliwy i w ogóle ale nie mam pewności, że mnie nie zrani. Mój były, Jason zdradził mnie bo chciał jedynie zaciągnąć mnie do łóżka, a ja nie chciałam. Teraz błaga, żebym do niego wróciła, ale nic mu to nie da.
I tak minęło kilka godzin, w drodze powrotnej w samochodzie była dziwna atmosfera, leciała głośna muzyka ale panowała cisza. Nie lubię gdy jest cicho.
Po chwili mój telefon zawibrował, dostałam SMS-a. Wyciągnęłam telefon z torebki i odczytałam wiadomość.

'Nessa misia muszę się zasmucić. Możemy przełożyć nasze zakupy na kiedy indziej? Mam ważną sprawę do załatwienia.'

'Oczywiście, nie ma problemu. Rozumiem.'

Nie dostałam odpowiedzi. Nawet dobrze, mam więcej czasu na przygotowanie się do imprezy, szczerze mówiąc nie chcem na nią iść, no ale obiecałam. Dotarliśmy do domu. Pobieglam szybko do mojego pokoju wybrać ciuchy, bo 19 już niedługo (2 godziny). Stanęłam przed szafą i stałam dobre 10 minut, jak nie więcej. Wybrałam to i od razu się ubrałam:
Nie lubię sukienek i nie lubię się stroic wiec wole być ubrana tak na luzie. Oglądnęłam jeszcze mój ulubiony serial i wziełam się za robotę makijażu. Byłam już gotowa. Ktoś zapukał do moich drzwi.
- Proszę. - powiedziałam.
To Neymar.
- Wow, wyglądasz bosko. - zmierzył mnie wzrokiem.
- Dziękuje, ty też niczego sobie. - również posłałam mu komplementem. Miał na sobie białą koszule i czerwone spodnie.
- Idziemy? - spytał uśmiechnięty.
- Tak, a kto będzie na tej imprezie?
- Nikt z moich znajomych. Miał być Messi, ale coś mu wypadło z rodziną. - odpowiedział.
- Hm. To tak samo jak Veronice, dlatego nie poszłam na zakupy.
Skończyliśmy rozmowę i ruszyliśmy w stronę auta. Enrique nie było w domu.
Ney otworzył mi drzwi.
- Jaki dżentelmen. - zaśmiałam się.
Po kilkunastu minutach już byliśmy w klubie. Alkohol od razu lał się strumieniami. My, na początku rozmawialiśmy o związkach i w ogóle. Potem tańczyliśmy a na koniec zaczęliśmy pić. Dużo wypiliśmy bo zaczęliśmy gadać głupoty i aż ochroniarz nas wyrzucił. Pamiętam, że jak wracaliśmy do domu to śpiewaliśmy. Potem film mi się urwał, kiedy byłam w pokoju u Neymara. Ale przypominam sobie, że się całowaliśmy.

*Ranek *
Obudziłam się w łóżku, w którym nigdy nie byłam. Odwróciłam głowę w bok - Neymar. Boże, tylko nie to! Musieliśmy być serio pijani. Podniosłam głowę, wszędzie porozwalane moje i jego rzeczy. Zorientowałam się, że jestem w samej bieliźnie, on również. Czy to oznacza, że przespaliśmy się?


xxx
Witam po mojej długiej nieobecności! :)
Postaram się nadrobić.

Czekam na opinie, jak Wam się podoba? :')

15 komentarzy = 6 rozdział. :*

poniedziałek, 16 marca 2015

ROZDZIAŁ 4

Na początek: ten rozdział dedykuję moim kochanym czytelnikom i cudownym anonimkom, którzy podsyłają mi super pomysły! Kocham Was misie! <3

- Veronica? - zapytałam, a ta osóbka odwróciła się, prawie mi serce stanęło, to ona!
- Nessa, to ty? - tylko ona tak mnie nazywała, wstała z piasku i podeszła do mnie.
- Tak to ja! Jejku Veronica ale ty się zmieniłaś! - nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. To moja mała Veronica, przyjaciółka prawie jak siostra. Kiedy ona mieszkała jeszcze w Los Angeles, codziennie spędzałyśmy razem dnie. Niestety po kilku miesiącach ona wyjechała do Hiszpanii, a teraz stoi tu, przede mną.
- Ty oczywiście też, na lepsze. - powiedziała, w jej piwnych, prawie czarnych oczach zauważyłam łzy.
- Verona, nie płacz ej! - przytuliłam ją. 
Nawet zapomniałam, że Neymar stoi tuż za mną.
- To takie piękne jest. Po tylu latach, znów możemy się spotkać. - rzekła, gdy się ode mnie odkleiła. - To twój chłopak? - pokazała palcem na Neya.
- Nie, no co ty, przyjaciel. - szybko odpowiedziałam. 
- A myślałam, że jesteście razem bo ślicznie razem wyglądacie. - zamurowało mnie, gdy wypowiedziała te słowa.
- Neymar. - przedstawił się i podał jej dłoń.
- Veronica, ale chyba juz wiesz. - odpowiedziała mu. 
Chwilę jeszcze pogadałyśmy i usłyszeliśmy jakiegoś ciemnego bruneta, który woła Veronice. 
Podszedł i pocałował ją namiętnie w usta, Ney przewrócił razem ze mną oczami i szepnął mi na ucho 'Wiem kto to jest'. 
Kiedy już skończyli te chwilę namiętności, chłopak uśmiechnął się i podszedł do nas.
- James, ale my się chyba już znamy. - zwrócił się do Brazylijczyka. - Twoja nowa dziewczyna?
Kiedy zadał te pytanie, miałam ochotę mu dać z liscia w twarz, no ale był chłopakiem mojej przyjaciółki nie mogłam więc.
- Nie, tylko się przyjaźnimy. - oznajmił i spojrzał się na mnie, obydwoje się uśmiechnęliśmy. 
Teraz podszedł do mnie.
- James. - podał rekę.
- Vanessa. - ja jednak nie podałam mu ręki, czułam że jest jakiś taki fałszywy.
On tylko cały czas się na mnie patrzył i uśmiechał. Po chwili James oznajmił nam wszystkim, że idzie gdzieś z Veronicą, więc muszą się już 'zmywać'. Tak się ucieszyłam, bo już miałam go dość, cały czas czułam na sobie jego wzrok. Poszli trzymając się za ręcę. My usiedliśmy na piasku. Patrzyłam się na falującą wodę, zachód slońca. Neymar objął mnie ramieniem, ja położyłam głowę na jego ramieniu. Trochę minut tak siedzieliśmy.
- Wracamy już? - zapytał Brazylijczyk.

#Neymar:
- Wracamy już? - zapytałem.
- Tak, tak. - odpowiedziała i energicznie wstała. 
Założyła sandałki i szliśmy. 
Ona jest taka cudowna, piękna i w ogóle to ideał. Chyba zaczynam coś do niej czuć, nie, to pewnie tylko mi się wszystko wydaje. Jak James się na nią dziwnie patrzył, miałem ochotę mu mocno przypieprzyć w pysk, ale wiedziałem że nie mogę. I nie rozumiem, czemu każdy myśli, że ja i Van jesteśmy parą?! Podejrzane..
Po kilkunastu minutach juz byliśmy w domu. Vanessa zostawiła torbę na kanapie i pobiegła na górę. Postanowiłem, że coś za coś i dam jej torbę. Drzwi miała lekko uchylone, ale ja wolałem być wychowany i zapukałem. 
- Proszę. - szepnęła.
Szybko wskoczyłem i pomachałem jej torebką przed oczami.
- Dawaj to! - zrobiła się o dziwo zła.
- Coś za coś. - chciałem się pobawić trochę.
- Nie, masz mi to dać teraz! - krzkneła, głosniej.
- O co ci chodzi? Kilka minut temu byłaś inna. - powiedziałem.
- Daj to, albo się już do ciebie nie odezwe! - szantaz chyba.
- Szantażujesz mnie?! - ja dalej robiłem sobie żarty.

#Vanessa:
- Może tak, może nie. - odpowiedziałam, miałam go już dość. 
Nie wiem dlaczego, ale mi się humor bardzo szybko zmienia, taki mam już charakter.
- To nie dam. - powiedział.
- Ta? To wypierdalaj. - rzekłam stanowczo i pokazałam palcem na drzwi. 
- Ej, Van spokojnie ja tylko ... - nie dałam mu skończyć, znowu.
- Dla ciebie, pani Vanessa. A teraz wypieprzaj! - podniosłam głos.
Nie powiedział już nic, tylko wyszedł. Nawet nie wiem czemu tak zareagowałam, a wiem. Dostałam SMS-a od mojego byłego, że tu przyjeżdża, super. Miałam tylko jednego chłopaka w życiu, Jasona. Zdradził mnie z klubową dziwką, idiota. Nie cięłam się, ale zaczęłam palić. Wyszłam więc standardowo na balkon i spaliłam. Przebrałam się w piżame i już miałam się kłaść, gdy mój telefon zawibrował. 

'Hejka, to ja Veronica. Masz ochotę jutro wyjść gdzies? :)'

'Pewnie! :') A o której misia?'

'Pasuje Ci 16? :*'

'Hm.. tak. :) to do zobaczenia!'

'Dobranoc, pa! <3'

- Świetnie, odprężę się. - powiedziałam sama do siebie i poszłam się położyć.

Rano wstałam z lekkim bólem głowy. Zeszłam na dół do kuchni, musiałam napić się mleka. Zastałam tam mojego tatę.
- Dzień doberek tato. - powiedziałam.
- O hej. Chcesz iść dzis na trening? - zapytał.
Nie lubię piłki, ale zrobię mu te przyjemność i z nim pójdę.
- Jasne, a o której? - odpowiedziałam i spytałam też.
- Za godzinę, zdążysz?
- Tak, to uciekam się ubrać! - lekko krzyknęłam i pobiegłam na górę.
Pokój Brazylijczyka był zamknięty, pewnie spał. Wzięłam szybki prysznic, i ubrałam sie w to:

Włosy związałam w luźnego kitka. Wyszłam na balkon, ale to, co usłyszałam, wstrząsneło mną....

xxx
I jak Wam się podoba? Chcieliście długi, więc macie. :)
Moim zdaniem rozdział wyszedł beznadziejnie, ale opinię pozostawiam Wam. :')

15 komentarzy - 4 rozdział. :* dacie radę? (można z anonima)

piątek, 13 marca 2015

ROZDZIAŁ 3

Już mieliśmy wychodzić, gdy zatrzymał nas mój tata.
- Gdzie idziecie? - zapytał zaskoczony.
- Na plażę. - odpowiedziałam szybko i mrugnęłam do Neymara, żeby już wychodził.
Enrique coś tam jeszcze gadał pod nosem sam do siebie, ale my już wyszliśmy.
Szliśmy i co raz lepiej się poznawaliśmy. Nie wiem dlaczego, ale gdy stoję przy Neymarze, to mam takie uczucie jakbym czekała na niego całe życie.
Droga minęła nam dość szybko. Byliśmy już na plaży, rozłożyliśmy się. Ja położyłam sie na kocyku i leżałam, a Brazylijczyk poszedł pływać. Założyłam sobie okulary i już miałam się troszkę poopalać, gdy ktoś mnie wziął na ręce. Neymar.
- Puść mnie no! - krzyknęłam na niego.
- Nie, idziemy popływać. - powiedział.
Gdzieś w głębi duszy, miałam ochotę go zabić.
Cały czas byłam na jego rękach, wszedł do połowy.
- Neymar.. proszę.. nie zanurzaj się! - błagałam go, ale to nic nie dało bo po chwili byliśmy zanurzeni. Postanowiłam zrobić mu lekki żart, on się wynurzył a ja nadal byłam pod wodą. W dzieciństwie, byłam dobra w wstrzymywaniu oddechu. Już widziałam jego minę, kiedy to zobaczy. Słyszałam, jak krzyczy 'Vanessa!' i takim dziwnym swoim głosem.
Po chwili wynurzyłam się, a on mnie przytulił. Jakby się bał, że zaraz mnie straci albo gorzej.
- Van, tak się bałem. - mówił.
Ja się po cichu śmiałam.
- Nie było czego. - rzekłam, on się odemnie odkleił i spojrzał mi się głęboko w oczy.
Miał takie czekoladowe oczy, świecące i pełne nadziei. Patrzyliśmy się sobie w oczy, a on po chwili zbliżył swoje usta do moich. Było cudownie, aż nie miałam odwagi się oderwać. STOP VAN! Nie możesz zaufać kolejnego chłopakowi, który za pewne cię zrani. Oderwałam się, a on zrobił zmieszaną minę.
- Van, ja.. - zaczął ale mu przerwałam.
- Po prostu, wracajmy już.
Nie odezwał się już, tylko wykonał tak jakby rozkaz. Zaczęliśmy zwijać koce, ja założyłam na strój sukienkę, w której przyszłam a on szedł w bokserkach i koszuli. W drodze powrotnej już nie rozmawialiśmy, tak jakoś wyszło. Nagle na kamieniu zobaczyłam znaną mi osobę, fakt iż była odwrócona tyłem ale wszędzie poznałabym te włosy! To nie może być ona.
- Veronica? - zapytałam, a ta osóbka odwróciła się, prawie mi serce stanęło, to ona....

xxx
Witam po troszkę długiej przerwie i przepraszam za krótki rozdział. :(
W poniedziałek będzie dłuugi, jeżeli chcecie i postaracie się z komentarzami. :)

10 komentarzy - 4 rozdział. <3

środa, 11 marca 2015

ROZDZIAŁ 2

Wstałam rano, bo obudziły mnie promienie słoneczne. Spojrzałam na telefon, godzina wskazywała 7:57. Nie jest tak źle, gdybym była w domu, wstałabym o co najmniej godzinę wczesniej. Bez większego namysłu, ubrałam to:


I zeszłam na dół. Poczułam zapach naleśników, uwielbiam je. W kuchni zastałam ojca.
- O akurat wstałaś na śniadanie, lubisz naleśniki? - zapytał uśmiechnięty.
- Uwielbiam. - również się uśmiechnęłam, chyba pierwszy raz do niego.
Może nie jest wcale taki zły, musiał mieć powód do tego, żeby mnie zostawić. Postanowiłam, że gdy usiądziemy to wtedy zapytam. Neymara nie było, pewnie spał.
Po kilku minutach skończył robić pyszny przysmak. Usiedliśmy do stołu i zaczęliśmy konsumować.
- Mam pytanie. - powiedziałam. Ja zupełnie nie wiem, jak mam się do niego zwracać.
- A wiec.
- Dlaczego mnie zostawiłeś? - zapytałam, te pytanie od samego rana mnie droczyło.
- Byłem młody i szalony, ja z twoją mamą się prawie nie znalismy... - nie dałam mu skończyć.
- A czyli to była taka, jednorazowa noc?! - spytałam lekko podnosząc głos.
- Nie, wcale nie. - zaczął tłumaczyć. Po chwili wytłumaczył mi wszystko, a ja go zrozumiałam. Wiedziałam, że nie powinnam go o to wszystko obwiniac.
- Mhm, przepraszam. - rzekłam i go przytuliłam, w końcu był moim tatą. Zjedliśmy, moj tata poszedł do sklepu, a ja poszłam umyć naczynia gdy usłyszałam swoje imię. Neymar.
- Van! - krzyknął uradowany Brazylijczyk.
- Hey. - powiedziałam.
- Ładnie dziś wyglądasz, ale na plażę chyba się tak nie ubierzesz. - rzekł.
- Dziękuje, nie, a ty byś może się ubrał? - wypaliłam, był w samych bokserkach.
- Oh, sory. - zawstydził się, bo było widać.
Umyłam naczynia, nie rozmawiałam już z nim więcej tylko poszłam do siebie. Nie wiem dlaczego, ale gdy przy nim stoję czuję takie dziwne coś. Nie ufam nikomu, ale wydaje mi się, że mu mogę powiedzieć wszystko. Zrobiłam sobie lekki makijaż i przeczesałam włosy. Miałam dziś zamiar, żeby kupić sobie trochę nowych ciuchów, butów. Po chwili wyszłam a najpierw oznajmiłam tacie, że wrócę po południu. Dziś idę na plażę z Neymarem.

* Kilka godzin później *
Wracam z zakupów, wykupiłam wszystko co jest możliwe. Zaszalałam z kartą kredytową taty.
Poszłam do pokoju, torby rzuciłam na łózko i wleciałam jak torpeda szybko do toalety, bo godzina wskazywała 18:50 a przecież ide na plażę. Wyrobiłam się, za dziesięć minut już stałam z Neymarem przy drzwiach....

xxx
Od razu przepraszam Was, że taki krótki i beznadziejny ale nie miałam dziś zbytnio weny, i mam dużo nauki. :/ 
Obiecuję, że następny taki nie będzie. :*
To co, standard? 9 komentarzy - 3 rozdział. 

niedziela, 8 marca 2015

ROZDZIAŁ 1

Obudziłam się akurat, gdy mieliśmy lądować. W trackie lądowania, podziwiałam słoneczną Barcelonę z góry, naprawdę widok był cudowny. Pierwszy raz lecę samolotem, ale nie jest to straszne. I to moje pierwsze lądowanie, tego to już bardziej bym się bała. Minęło kilka minut i juz byliśmy na ziemi. Nie było źle, ale w pewnym momencie troszkę się bałam. Zabrałam walizkę i szlam na nieznaną mi ulice, do nieznanego mi dotychczas ojca. Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli, nie wiem dlaczego. Ale opinię innych mam głęboko gdzieś.
Droga minęła mi dość szybko, stanęłam przed wielką willą. Musiała kosztować majątek, no ale cóż, bogaty trener może pozwolić sobie na taki rarytas. Wzięłam głęboki wdech, zapukałam. Otworzył mi mężczyzna, z zarostem i lekko nie poukładanymi włosami. W pokoju można było słyszeć śmiechy.
- Kim ty jesteś? - zapytał zdziwiony, chyba moją obecnością. Zaczęło mi się robić cholernie przykro, ale nie będę się rozklejać, Vanessa taka nie jest.
- Naprawdę? Nie pamiętasz mnie ani trochę? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
- A miałbym pamiętać?
- Tak, bo jestem twoją córką! - krzyknęłam, nagle śmiechy ucichły a na jego twarzy pojawiło się zmieszanie.
- O matko! Przepraszam. Twoja matka nic nie mówiła, że przyjeżdżasz. - tłumaczył jak idiota. W sumie, był idiota.
- Mhm. Może mnie wpuścisz?
- Jasne, wejdz. - zszedł mi z drogi.
Weszłam do środka, ten dom był chyba 2- piętrowy. Ładnie urządzony, a na kanapie wiedziałam czwórka rozwalonych chyba piłkarzy. Gdy mnie zobaczyli, szybko w stali a taki brunet nawet wyczyścił sobie koszulkę z kłaków. Podchodzili po kolei. Poznałam Sergi Roberto, bardzo sympatyczny. Następny był Munir razem z Pedro, bardzo uśmiechnięci. Na samym końcu był ten brunet.
- Neymar. - powiedział i wyciągnął dłoń.
- Vanessa, dla przyjaciół Van. - odpowiedziałam, uścisnęłam go za dłoń i szybko ją zabrałam.
- Miło poznać. - dodał.
- Mhm, mi cię również. - rzekłam bez uczuciowo i odeszłam.
Usiadłam teraz ja na kanapie, słyszałam jeszcze jak piłkarze i pan ojciec coś tam rozmawiali a następnie się pożegnali. Został tylko ten ostatni. Jak on miał na imię? Naymar... Neymar! No tak, poznałam go kilka minut, albo i sekund temu, a już zapomniałam jak się nazywa. Cała ja. Nir wiem dlaczego i z jakiego powodu on został u nas w domu.
Nagle z zamyśleń wyrwał mnie mój tata? Jeśli tak mogę go nazwać.
- Chodź, pokaże ci twój pokój. - powiedział.
Wstałam energicznie. Poszliśmy na górę, dostałam pokój na piętrze, jej! Obok moich drzwi, po środku była łazienka a koło łazienki jeszcze jeden pokój. Dostałam ten, bardziej od strony schodów. Weszłam i zamarłam. Stanęłam jak słup, nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa. Otrząsnęłam się i miałam zadać mu jakieś pytanie, jedno małe.
- Dziękuje, ten pokój jest piękny. - powiedziałam, on się uśmiechnął. - Muszę zadać pytanie.
- A więc słucham.
- Dlaczego ten ostatni piłkarz, nie poszedł do siebie? - spytałam troszkę niepewnie.
- Mieszka tu, w pokoju prawie obok. Ma ciężką sytuacje, więc wziąłem go do siebie. Mam nadzieję, że nie będę ci przeszkadzał? - odpowiedział.
- Nie, przecież to twój dom. - rzekłam. - Pozwól, że się rozpakuje.
Kiwnął głową i wyszedł. Ja zaczęłam rozpakowywanie, miałam trochę sporo tych rzeczy. I tak jak przyjechałam tu przed południem, tak jest już wieczór. Mój pierwszy dzień - rozpakowanie się.
Słyszałam tylko jak 'tata' ogląda z tym brunetem jakieś filmy. Przebrałam się w piżamke, napisałam do mamy i chwilę sobie SMS-owałyśmy i miałam się już kłaść spać, gdy na ścianie zobaczyłam wielkiego, obrzydliwego pająka. Panicznie się boję pająków. Akurat usłyszałam ciche kroki na schodach, to chyba Ney. Zapukał do mojego pokoju, tylko po co? A wiem! Wykorzystam go.
- Proszę. - powiedziałam a on wszedł uśmiechnięty. Ja byłam przerażona, pająkiem oczywiście.
- Coś się stało? - zdziwiony był.
- Mam prośbę. Zrobiłbyś coś z tym pająkiem? - zapytałam i pokazałam palcem na dziwną istotę.
- Jasne. A co za to będę miał? - odpowiedział i zapytał, łobuzersko.
- Hmm... a co chcesz?
- Jutro, 19:30, ty i ja, plaża. - powiedział swój plan.
- Okey, ale pamiętaj że to nie będzie randka.
- Spoko. Daj kapcia. -  zrobiłam tak jak kazał.
Stanął na krześle i szybkim ruchem go trzasnął.  Byłam mu bardzo wdzięczna. Rano, wyczyszczę sobie tego kapcia.
- Dziękuję. - podeszłam i lekko go przytuliłam. - Panicznie boję się pająków.
- Nie ma za co. A teraz, dobranoc. - odwzajemnił uścisk.
- Dobranoc. - rzekłam i położyłam się do łózka.
On po chwili  wyszedł, ja zgasiłam światło i odpłynęłam.

#Neymar:
Pomogłem jej, ale w zamian za to idzie ze mną na plażę. Jest ładna, ale troszkę wredna. Lubi modę i kosmetyki czy makijaż, ale nie ma na twarzy dużo tapety, tylko lekko pomalowane rzęsy i usta. Lecz potrafi być w miarę normalna, zobaczyłem to kiedy się do mnie przytuliła. Ma takie ładne oczy. Jeszcze będzie moja. Zauważyłem, że zgasiła światło więc poszła spać. Ja też położyłem się do łózka i zasnąłem.

xxx
No i jak? Może być? ;-)
Słuchajcie, nie wiem jak i czemu ale usunął się blog o Cah. :(

WAŻNE!
KAŻDEGO kto przeczytał ten rozdział proszę o szczery komentarz. (można z anonima!) Chcem wiedzieć, ile osób to czyta. :)

sobota, 7 marca 2015

PROLOG

Nazywam się Vanessa i mam 19 lat. Mieszkam w Los Angeles, z mamą, która wiecznie gdzieś wyjeżdża służbowo. Jestem brunetką z zielonymi oczami, włosy po mamie a oczy po tacie, którego nigdy nie widziałam na oczy. Charakter mam ciężki, dlatego też mam mało przyjaciół, prawie wcale. Nie wierzę w miłość, nie mam chłopaka. Jutro z samego rana wyjeżdzam do Barcelony, do taty bo moja mama musi zająć się swoją pracą. Traktuje mnie jakbym była jeszcze dzieckiem. Podobno jest on jakimś trenerem jakiegoś klubu, nie wiem bo zbytnio nie obchodzi mnie piłka nożna i te sprawy. Wielka mi filozofia kopnąć piłkę do bramki przeciwnika. Ja wolę modę, kosmetyki, to jest to!

* Następny dzień *
Wstałam rano, spojrzałam na zegarek. Pokazal mi 6:37, to u mnie standard. Jestem takim rannym ptaszkiem. Usiadłam na łóżku, wzięłam telefon i sprawdziłam Facebooka, Instagrama ale żadnych nowych powiadomień nie było więc odłożyłam go na półkę. Poszłam zrobić poranną toaletkę, byłam już spakowana. Przygotowana stanęłam przed szafą. Wybrałam to:

Do tego białe conversy. Włosy zostawiłam rozpuszczone.
Poszłam do salonu, pożegnać się z mamą.
Siedziała przed telewizorem i oglądała swój serial, jak zwykle. Usłyszała jak idę, bo od razu się odwróciła.
- Taka duża jesteś już i piękna. - powiedziała.
- Mamo, ale mi prawisz komplementy. - zarumieniłam się, to moja taka mała wada. Kiedy ktoś powie mi coś miłego, zaczynam sie rumienić.
- Wyjeżdzasz.. - posmutniała nagle.
- Nie smuć się, wrócę tu za 3 miesiące, dasz radę. - przytuliłam ją.
- Ty też dasz radę. - rzekła.
- Mamo, jak ja go rozpoznam? - zapytałam niepewnie.
- Pójdziesz na tą ulicę i zapukasz w drzwi, będzie dobrze. - odpowiedziała, taksówka zatrąbiła, czyli muszę już iść.
- Pożegnania są trudne. Pa mamo, kocham cię. - powiedziałam i przytuliłam ją ponownie. Samotna łza spłynęła po moim policzku, szybko ją otarłam. I wyszłam. Weszłam do taksówki, potem na lotnisko i przyleciał samolot. Bagaż wziął jakiś facet położył tam gdzieś, a ja zajęłam miejsce. Siedziałam obok mężczyzny, który chyba lubił Real Madryt, bo miał czapkę i bluzkę.
Założyłam słuchawki i odpłynęłam...

***
Jak Wam się podoba prolog? :)
Czekam na szczere opinie. ;-) Proszę o komentarz. (można z anonima!)

Tamto opowiadanie o Neyu i Cah będę pisać nadal. :)